Monthly Archives Grudzień 2015

Daniel Livingstone i jego historia

Obserwując szympansy, Frans de Waal zauważył, że 60 procent poważnych walk między dorosłymi samcami zdarzyło się wtedy, gdy osobniki nie pozdrawiały się nawzajem w normalny sposób. „Te dane potwierdzają założenie, że «pozdrowienia» działają uspokajająco – pisze de Waal. – Prawdopodobnie dla dominującego samca są one znakiem, że jego pozycja nie jest zagrożona. Demonstracja szacunku w postaci «pozdrowienia» jest dla osobnika przegrywającego walkę o dominację ceną, jaką płaci za wolne od napięć relacje ze zwycięzcą.”

Czytaj więcej

LEGENDY O TESTOSTERONIE

Walka o dominację, a nawet sama perspektywa takiej walki, powoduje również wzrost poziomu testosteronu, zwłaszcza u mężczyzn. Nie ma większego znaczenia, czy chodzi o bój na siekiery na śmierć i życie, czy o spór na temat lokalizacji dorocznego pikniku pracowników firmy.

Czytaj więcej

Strategie podwładnych – kontynuacja

Gdy Black pisał biografię Franklina D. Roosevelta, Hol- linger okazał mu szczodrą pomoc, finansując zakup prezydenckiej biblioteki i dokumentów – w sumie kosztowało to dziewięć milionów dolarów. Black pofatygował się, żeby poprosić radę o zgodę na największy zakup (osiem milionów) dopiero dwa lata po fakcie. Był to tylko jeden z wielu punktów w porządku obrad telekonferencji trwającej łącznie siedemdziesiąt pięć minut. Rada przyklepała transakcję, opierając się na deklaracji sprzedającego, że dokumenty „są co najmniej tyle warte”. (Dziwnym trafem poprzedni właściciel nie wspomniał, że niecały rok wcześniej zapłacił za całe archiwum trzy i pół miliona dolarów.) Prawie nic z kolekcji nigdy nie przekroczyło progu siedziby korporacji – zamiast tego dokumenty posłużyły do ozdobienia prywatnej rezydencji Blacka. Po ostatecznym rozstaniu z Blackiem Hollinger odzyskał te zbiory i sprzedał za cenę o 5,6 miliona dolarów niższą. „Źródło bliskie rady” powiedziało dziennikarzowi „New York Timesa”, że „i tak nie przyszło im łatwo powiedzieć «musisz oddać archiwum albo je sprzedać»”.

Czytaj więcej

Zrozumienie natury władzy

Władza w naturalny sposób prowadzi również do niewłaściwego zachowania w sferze seksu. „Sama idea władzy – pisze Keltner – skłania ludzi do częstszego myślenia o seksie. Zwłaszcza osobników i tak skłonnych do swobodnego traktowania «tych» spraw.” Tacy ludzie mają poczucie, że „im się to należy”. Na przykładjeden z prezesów BBC upomniany za opłacenie seksualnych eskapad z funduszu dyspozycyjnego, poczuł się wyraźnie zirytowany. „Odpierdolcie się – oświadczył, po czym dodał z cudowną dezynwolturą – Jestem starym człowiekiem. Wkrótce i tak umrę, więc jeśli BBC to się nie podoba, to fatalnie się składa!”

Czytaj więcej

MAKIAWELICZNE MAŁPY

Skłonność do tworzenia hierarchii nie jest czymś, czego uczymy się metodą prób i błędów. Nie wymyśliliśmy jej. Przeciwnie, zwykle staramy się wymyślić, jak się z niej wydostać: „Czy naprawdę mam tracić weekend tylko po to, żeby szef był zadowolony? Czy naprawdę muszę zostawać w biurze tak długo, że gdy wracam do domu, dzieci już śpią, tylko po to, by w przyszłym roku mieć większe szanse na awans?”. Przecież z pewnością nie zaakceptowaliśmy hierarchii tylko dlatego, że jakiś zdolny facet w dziale planowania uznał, że dzięki temu wzrosną zyski.

Czytaj więcej

FIRMA TO PRAWDZIWE ZOO CZ. II

Te nadużywane przenośnie nie mają w sumie wiele wspólnego z prawdziwym światem: życie zwierząt nie jest tak proste, jak się nam wydaje, a życie pracowników korporacji aż tak złożone, jak przywykliśmy sądzić. Choć te dwa światy mają wiele wspólnego i to nie tylko pod najbardziej oczywistymi względami. Naprzykład, agresywni biznesmeni często posługują się „zwierzęcymi” analogiami, ponieważ (mylnie) uznają, że to odpowiedniki cytatów ze Sztuki wojny (tyle że wojny prowadzonej innymi środkami). Idea stad zwierząt rządzonych przez „demoniczne samce”, demonstrujące „kły i pazury czerwone od krwi”, pasuje do pewnej wizji świata biznesu: „Tak, to naprawdę cholerna dżungla!”. Proszę mnie źle nie zrozumieć. To bardzo intrygująca wizja i, pisząc tę książkę, będę się do niej często odwoływał. Podobnie jak mój nowy znajomy – szef departamentu Ameryki Północnej – wszyscy czasem lubimy ostre starcia, choć raczej wolimy przyglądać się im z bezpiecznej odległości.

Czytaj więcej

Pozytywne przykłady przywództwa

Osobniki o wysokim statusie wyznaczają standardy i dają przykład. Czasami, oczywiście, dają zly przykład. W Pipę Dreams, książce u upadku Enronu, Robert Bryce obliczył, że ta szaleńczo rozrzutna korporacja regularnie wydawała 45 tysięcy dolarów tygodniowo, żeby Pai, jeden z jej topmene- dżerów, mógł latać odrzutowcem Falcon 900 między swym domem na przedmieściach Houston i ranczem w Kolorado. Pai może i był „geniuszem giełdy”, ale jego dział stracił furę pieniędzy. Ponadto, cenny czas, który zaoszczędził, korzystając z firmowego odrzutowca, zwykle marnował na czytanie gazet w pracy i lunche w lokalnych barach, również na rachunek firmy. Takie zachowanie szefów Enronu sprawiło, że w firmie rozkwitła kleptomania. Stąd widok szabrowników w białych kołnierzykach, którzy po bankructwie Enronu wywozili swoje „rzeczy osobiste”, używając skórzanych foteli na kółkach w charakterze wózków sklepowych.

Czytaj więcej

PROTOKÓŁ WAŻNIAKÓW I RADOŚĆ DEFENESTRACJI

Czy pominięcie takich gestów ma znaczenie? „Oczywiście, że nie – odpowiadają na ogół ci z góry. – Nie przywiązuję do tego żadnego znaczenia.” Warto jednak pamiętać o pewnej praktycznej zasadzie: szefowie na ogół kłamią. Przyjacielskie pozdrowienia i drobne gesty wyrażające szacunek są istotne dla gładkiego funkcjonowania niemal każdej relacji, nawet między osobami o równym statusie. Czymże są przecież dobre maniery, jeśli nie sygnalizacją pokojowych intencji. Te lekcje dobrego wychowania pomagają nam przełamać naturalną skłonność do uznania każdego obcego za potencjalne zagrożenie. Przez kilka minut wymieniamy uprzejmości – niekiedy niemal przez całą rozmowę – ponieważ dzięki temu możemy pokonać demona negatywnej inklinacji, rozluźnić zaciśnięte pięści i przejść do właściwego tematu.

Czytaj więcej

Lutz i jego technika

Wiceprezes General Motors Robert Lutz opisuje technikę, jaką stosował w młodości podczas narad działu, gdy chciał rzucić wyzwanie osobom stojącym wyżej w hierarchii społecznej. Pewnego razu „wielki szef X” zwięźle określił jego propozycję jako „kretyński pomysł […] a wszyscy inni, kiwając pośpieszenie głowami, rzucali mi spojrzenia mówiące wyraźnie «jak możesz być taki głupi?»”. Wyrażając językiem ciała należyty szacunek, Lutz odpowiedział tonem rozważnym i rozsądnym: „Proszę mi wybaczyć. Wiemy, że pierwotnie zajął pan krytyczne stanowisko, ale uznaliśmy, że są pewne istotne fakty, o których pan nie został należycie poinformowany. Z tego powodu myślimy, że gdy przedstawimy wszystkie ważne okoliczności, zechce pan je wziąć pod uwagę”.

Czytaj więcej

INSTYNKT PRZYNALEŻNOŚCI

Możliwe jest jednak jeszcze jedno wyjaśnienie altrui- stycznego zachowania, które pasuje równie dobrze do Feuersteina, jak i do Turnera. Już od kilku lat biolodzy, antropolodzy i ekonomiści nerwowo o nim napomykają. Sedno tej koncepcji stanowi teza, że wcale nie jesteśmy takimi indywidualistami, za jakich lubimy się uważać. Przeciwnie, gdy jesteśmy sami, szybko więdniemy. (Należy to rozumieć dosłownie: osoby pozbawione wsparcia społecznego szybciej zapadają na choroby serca, poddają się chronicznemu stresowi, łapią HIV i inne choroby. Nawet jeśli mają więcej zabawek, umierają młodziej.) Tylko w kontekście grupy i sieci relacji społecznych stajemy się w pełni ludźmi.

Czytaj więcej

KORPORACYJNE MAŁPY CZ. II

Spędzamy godziny pracy w sposób, którego ani nasi ludzcy, ani małpi przodkowie nie uznaliby za naturalny. Nasze życie w biurze czy fabryce jest równie naturalne, jak szympansa w ogrodzie zoologicznym. (A w niektórych firmach tak naturalne, jak życie kury na drobiowej fermie, w dodatku kury, która w każdej chwili narażona jest na zadziobane przez jakiegoś upierzonego tyrana.) Jedyne, co się nie zmieniło, to nasza zwierzęca natura.

Czytaj więcej

SPOKOJNA RADOŚĆ? CZ. II

Gdy kobiety współpracowały, na obrazach MRI widać było wzrost aktywności w ciele prążkowanym. Badane doświadczały takich samych neurologicznych przyjemności ze współpracy, co szczury naciskające na dźwignię. Same przyznawały, że czuły się lepiej, gdy zachowywały się wielkodusznie. Natalie Angier, autorka książek popularnonaukowych, ładnie podsumowała wynik eksperymentu: „Choć w naszych czasach zaraźliwej chciwości i wymachiwania szabelką trudno w to uwierzyć, naukowcom udało się odkryć, że skromny, śmiały akt współpracy, wyboru zaufania zamiast cynizmu, szczodrości zamiast egoizmu, może sprawić, że mózg doświadcza spokojnej radości”.

Czytaj więcej

Demonstracja dominacji przez ludzi

W świecie zwierząt można obserwować najróżniejsze zrytualizowane demonstracje. Jaszczurka Chlamydosau- rus kingi unosi się, rozkłada kryzę wokół gardła, a z jej otwartego pyszczka dobywa się groźny syk. Skunks wypina biało-czarny zad i groźnie unosi ogon. Rawka (Sąuilla empusa) rozczapierza szczypce, jakby chciała powiedzieć „Tak? Tylko spróbuj!”.

Czytaj więcej

Ruch zielonego budownictwa

Jednak do rozwoju ruchu zielonego budownictwa najbardziej przyczyniło się coraz powszechniejsze przekonanie, że takie budynki umożliwiają wydajniejszą pracę. Z badań wynika też, że w zielonych szpitalach pacjenci szybciej wracają do sił, w zielonych sklepach klienci wydają więcej pieniędzy, studenci w zielonych salach wykładowych lepiej zdają egzaminy, a robotnicy w zielonych fabrykach rzadziej mają wypadki i wydajność wzrasta tam od 6 do 16 procent. Łatwo zrozumieć, dlaczego ludzie w zielonych budynkach lepiej pracują – twierdzi Fedrizzi. – Nie siedzą przecież cały dzień w zamkniętych, klimatyzowanych klitkach i nie wdychają toksycznych oparów. Według jednej z przygotowanych ostatnio analiz budownictwo tradycyjne, czyli nie- uwzględniające kwestii ekologicznych, „kosztuje Stany Zjednoczone 60 miliardów dolarów rocznie” z powodu spadku wydajności, jaki pociąga za sobą długotrwałe przebywania w nieprzyjaznym środowisku.

Czytaj więcej

Przykład Tommy’ego Mottoli

Producent muzyczny Tommy Mottola najwyraźniej również miewał problemy z przyjęciem postawy osobnika podporządkowanego. Był przecież panem na własnym podwórku, komenderował armią pracowników, obracał się wśród sławnych ludzi oraz pięknych kobiet i dysponował funduszem w wysokości dziesięciu milionów dolarów rocznie na podróże, osobistych asystentów, ochroniarzy, opancerzony samochód i inne symbole statusu. Lubił uważać się za dona, capo di tutti capi swego świata. Mottola zaczął karierę jako samodzielny producent – na początku prowadził własną firmę Don Tommy Enterprise – ale ostatecznie został szefem Sony Musie. Nie potrafił się jednak zmusić do okazywania szacunku prezesowi Sony America, dobrodusznemu i powszechnie szanowanemu byłemu producentowi wiadomości telewizyjnych sir Howardowi Stringerowi.

Czytaj więcej